Miał być piłkarski hit, były wielkie emocje na trybunach, ale zabrakło najważniejszego – goli. Górnik Zabrze zremisował z Legią Warszawa 0:0 w spotkaniu 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Trójkolorowi przez długie fragmenty drugiej połowy naciskali na rywali, a potężne uderzenie Ondřeja Zmrzlý’ego zatrzymało się na poprzeczce. Warszawianie przetrwali jednak napór gospodarzy i wywieźli z Zabrza punkt. Statystyka, która najlepiej podsumowuje ten wieczór? Zero celnych strzałów obu drużyn!
Roosevelta czekało na wielkie widowisko
Piątkowy wieczór, 30 października, przyniósł jedno z najbardziej elektryzujących spotkań 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Na stadionie im. Ernesta Pohla zameldowała się Legia Warszawa, a trybuny wypełniło 27 659 kibiców. Atmosfera była godna wielkiego klasyka, a oczekiwania wobec obu zespołów – ogromne.
Górnik przystępował do spotkania z ambicją powrotu na zwycięską ścieżkę. Podopieczni Michala Gašparíka chcieli wykorzystać atut własnego stadionu i dopisać do ligowego dorobku komplet punktów. Legia Marka Papszuna przyjechała jednak do Zabrza z jasno określonym planem – przede wszystkim nie dopuścić gospodarzy do rozwinięcia skrzydeł.
Pierwsze minuty dawały nadzieję na ciekawe widowisko. Obie drużyny próbowały wykorzystywać boczne sektory boiska, a Górnik szukał okazji do wysokiego pressingu. Aktywny był Sondre Liseth, który nieustannie utrudniał rywalom rozegranie piłki.
W 17. minucie przed dobrą okazją stanął Mateusz Szczepaniak, ale jego uderzenie minęło bramkę gospodarzy. Górnik odpowiadał próbami z dystansu i atakami skrzydłami. Najbliżej otwarcia wyniku przed przerwą był Jarosław Kubicki, który w 41. minucie po znakomitym dośrodkowaniu Petera Federico uderzył głową, ale nie trafił w światło bramki.
Do szatni obie drużyny schodziły przy bezbramkowym remisie. Gra była twarda, momentami chaotyczna, a kibice wciąż czekali na konkrety pod bramkami.
Górnik przejął inicjatywę. Zmrzlý obił poprzeczkę!
Po zmianie stron obraz spotkania zaczął się zmieniać. Górnik coraz odważniej przesuwał się pod pole karne Legii, przejmował kontrolę nad piłką i próbował rozmontować defensywę warszawian. Goście natomiast coraz częściej koncentrowali się na zabezpieczaniu dostępu do własnej bramki.
Nie brakowało walki, pojedynków fizycznych i prób przedarcia się przez szczelny mur obronny Legii. Brakowało jednak skutecznego wykończenia.
W 58. minucie spotkanie zostało przerwane z powodu zadymienia stadionu. Po wznowieniu gry Górnik kontynuował swoje ataki, a w 72. minucie kibice przy Roosevelta na moment wstrzymali oddech.
Ondřej Zmrzlý zdecydował się na potężne uderzenie z okolic pola karnego. Piłka z ogromną siłą powędrowała w kierunku bramki Legii, ale zamiast zatrzepotać w siatce, odbiła się od poprzeczki! Na stadionie rozległ się głośny jęk zawodu. To była jedna z najlepszych okazji gospodarzy na przełamanie defensywy przeciwnika.
Michal Gašparik zareagował zmianami. Na murawie pojawili się Maksym Chłań, Erik Prekop oraz Malthe Højholt. Górnik zyskał dodatkową energię w ofensywie, ale wciąż nie potrafił postawić kropki nad „i”.
Prekop miał piłkę meczową. Zabrakło zimnej krwi
Końcówka spotkania przyniosła kolejne próby zabrzan. W 85. minucie Peter Federico znakomicie obsłużył podaniem Erika Prekopa. Słowak znalazł się w bardzo dobrej sytuacji, jednak jego uderzenie z kilku metrów powędrowało wysoko nad poprzeczką.
To była kolejna zmarnowana szansa, która mogła przesądzić o losach spotkania.
Legia konsekwentnie realizowała swój plan. Warszawianie bronili się niemal całym zespołem, nie pozostawiając gospodarzom zbyt wiele miejsca w okolicach pola karnego. W końcówce goście skupili się już przede wszystkim na utrzymaniu korzystnego dla siebie rezultatu.
Sędzia Marcin Szczerbowicz doliczył aż dziesięć minut. Dodatkowy czas gry nie przyniósł jednak przełomu. Górnik próbował jeszcze szukać swojej szansy, ale defensywa Legii nie dała się zaskoczyć.
Po ponad stu minutach walki arbiter zakończył spotkanie. Tablica wyników wskazywała 0:0.
Statystyki pokazują przewagę Górnika, ale bramek nie było
Choć spotkanie zakończyło się podziałem punktów, liczby pokazują, że to zabrzanie mieli więcej argumentów w ofensywie. Górnik oddał 18 strzałów, podczas gdy Legia zaledwie cztery.
Najbardziej wymowna pozostaje jednak statystyka celnych uderzeń. Przez całe spotkanie żadnej z drużyn nie udało się oddać strzału w światło bramki.
Górnik może więc mówić o zmarnowanej szansie na zwycięstwo. Zabrzanie mieli inicjatywę, poprzeczkę Zmrzlý’ego i doskonałą okazję Prekopa, ale zabrakło skuteczności. Legia z kolei udowodniła, że potrafi być niezwykle niewygodnym przeciwnikiem, szczególnie kiedy może skoncentrować się na defensywie.
Niedosyt w Zabrzu. Jeden punkt zamiast trzech
Wielki klasyk nie przyniósł zwycięzcy, a kibice zgromadzeni przy Roosevelta opuszczali stadion z mieszanymi odczuciami. Z jednej strony Górnik pokazał ambicję i wolę walki, z drugiej – po raz kolejny zabrakło skuteczności, która pozwoliłaby zamienić przewagę na zwycięstwo.
Dla Legii remis w Zabrzu oznacza cenny punkt zdobyty na trudnym terenie. Dla Trójkolorowych to natomiast rezultat pozostawiający spory niedosyt.
W futbolu liczą się jednak bramki, a nie same próby ich zdobycia. Górnik miał swoje momenty, ale nie potrafił zadać decydującego ciosu.
