W dniu 17.04 w Zabrzu doszło do mrożącego krew w żyłach zdarzenia. 67-letnia kobieta została zaatakowana przez dwa agresywne psy. Sprawa jest wielowątkowa – z jednej strony mamy oficjalne procedury policji, z drugiej – wstrząsającą relację poszkodowanej, która rzuca nowe światło na postawę właściciela zwierząt.
Oficjalne ustalenia policji
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez oficera prasowego zabrzańskiej policji, służby zostały powiadomione o godzinie 18:49. Na miejscu interweniował patrol, który sporządził dokumentację niezbędną do wszczęcia procedur prawnych.
Funkcjonariuszom udało się dotrzeć do właściciela czworonogów, który przedstawił aktualne zaświadczenia o szczepieniach zwierząt. Ze względu na powagę odniesionych przez 67-latkę obrażeń, sprawa nie zakończyła się na miejscu. Materiały trafiły do Wydziału Kryminalnego Pierwszego Komisariatu Policji w Zabrzu, gdzie obecnie prowadzone jest śledztwo pod kątem uszkodzenia ciała. – przekazuje w rozmowie z ZABRZE112.pl asp. Sebastian Bijok – Oficer Prasowy Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu.
Policjanci analizują przebieg zdarzenia oraz to, czy właściciel dopełnił wszystkich obowiązków związanych z właściwym zabezpieczeniem agresywnych zwierząt.
Koszmar na oczach rzekomego właściciela – relacja bliskich poszkodowanej
Zupełnie inny, znacznie bardziej dramatyczny obraz tej sytuacji wyłania się z relacji, którą otrzymaliśmy od osób z otoczenia poszkodowanej. W piątek, 17 kwietnia, kobieta została zaatakowana przez dwa dorosłe amstaffy, które uciekły z posesji przy ulicy Brackiej.
Życie mieszkanki mogło uratować jedynie szczęśliwe zrządzenie losu – szczekanie psa na innej posesji na moment odciągnęło uwagę napastników. Najbardziej bulwersujące jest jednak zachowanie właściciela zwierząt.
Według relacji świadków, mężczyzna odciągnął psy, ale pozostawił ranną, płaczącą i proszącą o pomoc kobietę samą na ziemi. Nie wezwał ratowników, nie zapytał o stan zdrowia, a jedynie zbagatelizował całe zajście.
Skutki ataku są katastrofalne. 67-latka trafiła do szpitala z pękniętym obojczykiem, uszkodzonym dyskiem w kręgosłupie oraz licznymi ranami szarpany ręki. Sąsiedzi twierdzą, że to nie pierwszy raz, kiedy psy z tej posesji biegały bez nadzoru, a wcześniejsze zgłoszenia kierowane do służb nie przynosiły skutku.
Dodatkowy niepokój budzi fakt, że na tej samej działce właściciel ma hodować węże i pająki, które według relacji mieszkańców również niejednokrotnie uciekały z posesji.
Lokalna społeczność prosi o pomoc w sprawie, obawiając się o bezpieczeństwo dzieci bawiących się w pobliżu. Mieszkańcy mają nadzieję, że tym razem śledztwo doprowadzi do skutecznego odizolowania agresywnych zwierząt, zanim dojdzie do kolejnej tragedii.
Właściciel przerywa milczenie: „To nie moje psy zawiniły”
Do naszej redakcji wpłynęło wyjaśnienie właściciela posesji, który kategorycznie odpiera część zarzutów i wskazuje na inny przebieg zdarzenia. Mężczyzna twierdzi, że jego dwie suczki są łagodne, co mają potwierdzać kontrole weterynaryjne, a za atak odpowiada wyłącznie trzeci pies – należący do jego brata Aslan, przed którego agresją sam wcześniej ostrzegał. Według jego relacji, brama była zamknięta na klucz, a on sam przebywał w głębi ogrodu i nie słyszał wołania o pomoc, dowiadując się o ucieczce zwierząt dopiero po fakcie.
Mężczyzna zapowiada walkę o dobre imię swoich czworonogów przed sądem i planuje powołanie biegłego behawiorysty, by dowieść, że jego psy nie są agresywne. Odnosi się również do kwestii egzotycznej hodowli, tłumacząc, że ucieczka węży była jednostkowym incydentem sprzed lat, a oskarżenia o „notoryczne” zaniedbania są nieprawdziwe. Sprawę ostatecznie rozstrzygnie trwające śledztwo, w którym przesłuchani zostaną wszyscy świadkowie.
Fot. poglądowe ZABRZE112.pl
Temat cię zaciekawił? Postaw nam wirtualną kawę i pomóż nam się rozwijać!
